Czas i miejsce akcji
Wbrew pozorom akcja powieści jest krótka. Zaczyna się 1 maja, czyli od przybycia szatana Wolanda do Moskwy. Ma on zorganizować Bal Pełni Księżyca (nazywany także Balem stu królów) 14 nisan. Jest to dzień poprzedzający żydowskie święto Paschy, a dla prawosławnych jest to Wielka Środa. Woland ma dwa dni na przygotowanie balu, czyli znalezienie, zgodnie z szatańską tradycją, kobiety o imieniu Małgorzata, która mieszkałaby w Moskwie i byłaby gospodynią całej uroczystości. W Wielki Czwartek Woland wraz ze świtą dają popis w Teatrze Variétés. Następnego dnia, czyli w Wielki Piątek, ma miejsce bal, a w Wielką Sobotę, po spełnieniu życzenia Małgorzaty, Woland opuszcza Moskwę. W zasadzie można wyróżnić trzy miejsca akcji. Pierwszym jest oczywiście Moskwa. Drugim jest Jeruzalem (czyli Jerozolima), w którym dochodzi do skazania Jeszui Ha-Nocri (czyli Jezusa). Jego historia opowiadana jest kilkakrotnie. Już na początku powieści Woland jest zdziwiony, że Berlioz zaprzecza istnieniu Jezusa. Potem śni tę historię Iwan Bezdomny. W końcu zostaje ona wpleciona we fragmenty powieści mistrza. Naturalnie historia Jeszui wzorowana jest na historii biblijnej. Warto również zwrócić uwagę na fakt, iż jest ona przez autora prowadzona równolegle z wydarzeniami w Moskwie. I w końcu trzecia przestrzeń jest jak gdyby przestrzenią zza światów, szatańską, przestrzenią zła. To przestrzeń zarezerwowana dla sztuczek Wolanda, lotu Małgorzaty na miotle, przemiany Mikołaja Iwanowicza w wieprza, wybryków Helli. To też świat, z którego wychodzą wszyscy zbrodniarze. To czeluść piekielna, która pojawia się na balu. Jest jednak postać, która łączy te światy. Naturalnie mowa o Wolandzie. Pojawia się w Moskwie, a potem opowiadając o sądzie nad Jeszuą, sprawia wrażenie, jakby tam był. Podaje mnóstwo szczegółów, opisuje uczucia w barwny sposób. Jako „naczelny” szatan korzysta również ze wszystkich swoich mocy, bawi się ludźmi. I w końcu uczestniczy w tym przerażającym, krwawym balu.
Bohaterowie
Rzeczywistość radziecka
Oczywiście nic w tej książce nie jest powiedziane wprost, ponieważ Bułhakow nie mógł tego zrobić ze względu na szalejącą cenzurę. Bułhakow pokazuje natomiast wszystko to, co dzieje się w państwie totalitarnym. Przede wszystkim podkreśla znaczenie NKWD, czyli Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych ZSRR. Była to jednostka, która teoretycznie miała na celu dbanie o bezpieczeństwo państwa, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne (kontrwywiad) oraz sprawowała nadzór nad wszelkimi instytucjami państwowymi. Tak naprawdę działalność NKWD opierała się na terrorze, deportacjach, represjach, działaniu poza prawem. No i tak, jak w Związku Radzieckim, również w powieści Bułhakowa ludzie znikają w dość tajemniczych okolicznościach. Tak naprawdę żaden z bohaterów nie może być pewien swego losu, ludzi się zabija, wsadza do więzień albo jadą na zesłanie. Wystarczy przypomnieć sobie historię Stiopy Lichodiejewa, dyrektora teatru Variétés. Kiedy pewnego dnia budzi się w swoim mieszkaniu przy ulicy Sadowej 302-A m. 50, widzi obcych ludzi kręcących się po domu. Potem Woland oświadcza, że ma występ w jego teatrze i że potrzebuje mieszkania. W tym samym momencie Stiopa znika i znajduje się w Jałcie. Potem oczywiście Rimski, dyrektor finansowy teatru i administrator Warionucha usiłują się z nim skontaktować, ale nic z tego nie wychodzi (bardzo popularna metoda NKWD – rodziny, najbliższych i znajomych nie informowało się nawet, że ktoś został uwięziony). Wrogów systemu niszczy się również poprzez umieszczanie, oczywiście zupełnie zdrowych najczęściej ludzi, w zakładach psychiatrycznych. I taki los spotkał Iwana Bezdomnego. Najpierw usłyszał od Wolanda, że Berliozowi odpadnie głowa. Potem doznał szoku z powodu śmierci Berlioza i tego, że oto przepowiednia się sprawdziła. Postanowił biec za Wolandem, ale go nie dogonił oczywiście. Wziął z mieszkania jakiejś kobiety święty obrazek i świecę – szukał Wolanda nad rzeką. Zostawił ubranie nieznajomemu i wskoczył do wody. Ubranie naturalnie zostało mu skradzione i nie pozostało nic innego jak udać się do Gribojedowa. Tam pisarze z Massolitu nie uwierzyli w jego opowieści i uznali go za wariata. I tak Iwan Bezdomny, zupełnie zdrowy, trafił do zakładu psychiatrycznego. W tym samym szpitalu przebywał mistrz. Jego historia jest przykładem działania cenzury, ponieważ w systemie propagującym ateizm odważył się napisać książkę o Jezusie. Kiedy dzieło jego życia było gotowe, chciał je wydać. I wtedy okazało się, że wydawca nie może tego zrobić, bo ma nadmiar rękopisów. Potem ukazały się w prasie krytyczne opinie na temat książki mistrza (dalej niewydawanej), których autorami byli Łatuński i Mścisław Laurowicz. W ten sposób mistrz załamał się i podupadł na zdrowiu. Warto dodać, że najważniejszym (i pewnie jedynym) stowarzyszeniem literackim w kraju był Massolit. Każdy, kto posiadał legitymację tej organizacji, miał zapewniony byt i spokój, a jego teksty były wydawane. Można było być miernym pisarzem, ale tworzyć zgodnie z linią partii i żyć w dobrobycie. Tu nie rządził talent, a kontakty, koneksje, układy, popieranie założeń partii. Dlatego też już na początku powieści Berlioz zwraca uwagę Iwanowi Bezdomnemu, że należy napisać poemat nie krytykujący Jezusa, ale udowadniający, że on w ogóle nie istniał. W Związku Radzieckim powszechne jest także donosicielstwo i łapówkarstwo. Świta Wolanda zajęła mieszkanie Stiopy Lichodiejewa, a gdy się pojawił w nim Nikanor Iwanowicz Bosy, prezes spółdzielni mieszkaniowej, Korowiow wytłumaczył mu, że dyrektor wyjechał do Jałty i pozwolił gościom tymczasowo zająć mieszkanie. Potem Korowiow wręczył administratorowi łapówkę, czterysta rubli. Oczywiście Bosy przyjął pieniądze, a gdy wrócił do domu, schował je i tylko zdążył zasiąść do posiłku, a już pojawili się w jego domu agenci. Poinformował ich o pieniądzach Korowiow. System doprowadza do tego, że ludzie stają się chciwi, marzą jedynie o strojach, perfumach, wspaniałym życiu. Demaskują to diabły w teatrze Variétés. Ludzie, nie mając innego wyjścia, podporządkowują się, są bezwolni, sterroryzowani, ogłupiali i kontrolowani.
Historia biblijna i jej znaczenie w kontekście powieści
Historię Jeszui zaczyna opowiadać Woland, chcąc przekonać Berlioza i Iwana Bezdomnego, że Jezus naprawdę istniał. Potem wątek ten jest konsekwentnie wplatany w tok akcji, a jego akcja toczy się równolegle z akcją wydarzeń w Moskwie. Bułhakow celowo odbiera Jezusowi atrybuty boskości, nawet zmienia jego imię, by książka ta stała się uniwersalna, wielowymiarowa. Jezus jest więc tutaj zwykłym, po prostu dobrym człowiekiem, który za niewinność zostaje skazany na śmierć. Wydaje się, że Jezus umiera, bo jest indywidualistą, ideologiem i nie ma dla niego miejsca w świecie zakłamania i zła (a tym samym w świecie totalitarnym). To, co stanowi przesłanie powieści, zostaje pokazane na końcu. Jest to miłosierdzie. Zresztą sam Woland, komentując prośbę Małgorzaty o uwolnienie z cierpienia Fridy, narzeka, że miłosierdzie wciśnie się wszędzie. Małgorzata uwalnia Fridę z wiecznego cierpienia, na które została skazana po zabójstwie własnego dziecka (przez całą wieczność miała znajdować przy swoim łóżku chustkę, którą wsadziła swemu dziecku w usta). Natomiast mistrz uwalnia na księżycu Poncjusza Piłata, który cierpi, bo chce porozmawiać z Jeszuą Ha-Nocri, a nie może wejść na drogę do Jeruzalem.
Rola literatury i pisarza
Często narrator ujawnia się, informując czytelnika np.: o trudnościach związanych z procesem tworzenia dzieła. Jednak narratorem jest czasem mistrz, czasem Bezdomny, czasem Woland, a dodatkowo pojawia się narrator niebędący żadną z postaci. Czytelnik ma więc złudzenie, że wszystko może się wydarzyć. Oczywiście sam mistrz stanowi opozycję do tych miernych i nieprawdziwych pisarzy z Massolitu. Jest człowiekiem prawym i szlachetnym, który dodatkowo obdarzony jest prawdziwym talentem. Ma jasne przesłanie, które pragnie pokazać światu. Nie pisze pod publiczkę, jest nieprzekupny. Takie też jest zdanie na temat literatury samego Bułhakowa. Raz tylko mistrz załamuje się – pali rękopisy i tym samym sprzeniewierza się roli artysty. Słabość ta zostanie mu jednak wybaczona i zazna wiecznego szczęścia z ukochaną Małgorzatą. Jednym z najważniejszych zdań w powieści jest to wypowiedziane przez Wolanda:
Rękopisy nie płoną.
Sugeruje ono, że wielka literatura, ta prawdziwa, arcydzielna jest nieśmiertelna, przetrwa. Oprócz tego mamy w powieści również do czynienia ze szkatułkowością, czyli powieścią w powieści. Oczywiście chodzi tu o powieść mistrza.
Koncepcja szatana
Paradoksalnie szatani nie są tu ucieleśnieniem zła. Oczywiście korzystają z mocy ciemności, lubują się w krwawych spotkaniach, ale w całej tej powieści szatani są bardzo ludzcy, a ludzie niezwykle szatańscy. Szatani starają się wyeliminować zło w Moskwie. Robią to przez zniszczenie, destrukcję. Wszystkich tych, którzy postępują niemoralnie, spotyka kara, a ogień trawi mieszkanie Berlioza, Gribojedowo i suterenę mistrza.
Komizm w powieści
Michaił Bułhakow osiąga efekt komizmu przede wszystkim dlatego, że posługuje się deformacją świata przedstawionego. W Moskwie, po przybyciu zespołu Wolanda, dzieją się dziwne rzeczy. Behemot jeździ tramwajem i pije wódkę w mieszkaniu Stiopy Lichodiejewa. Ten z kolei, zupełnie nie wiadomo jak, przenosi się w mgnieniu oka do Jałty. Również w niewytłumaczony sposób wypełniają się np.: karty meldunkowe, a konferansjerowi Bengalskiemu Behemot przy zgromadzonej publiczności urywa głowę. Oczywiście Bengalski nie umiera, a jedynie skarży się na ból w czaszce. Pieniądze z teatru, czerwońce, zamieniają się w kawałki papieru, Małgorzata smaruje się szatańskim kremem, który powoduje, że jej ciało pięknieje, potem naga leci na miotle. Komiczne są także absurdy świata radzieckiego, np.: w bufecie teatru Variétés podaje się „jesiotra drugiej świeżości”. Woland zauważa, że świeżość może być tylko pierwsza, więc „jesiotr drugiej świeżości” jest po prostu nieświeży. Wspomniany już Nikanor Iwanowicz Bosy po aresztowaniu usprawiedliwia się, że owszem, brał łapówki, ale w rublach, a nie w obcej walucie.